Vim powered
mozilla.org
Valid HTML 4.01!
Valid CSS!



Od naszego przyjazdu do Anglii minęło już ponad półtora roku. Co się zmieniło? Chciałbym powiedzieć, że wszystko, jednak nie byłaby to prawda. Przede wszystkim nie udało mi się znaleźć pracy w informatyce, utknąłem za kierownicą ciężarówki. O ile na początku pracę tą traktowałem tylko jako kilkumiesięczny etap przejściowy, to jak na razie nie widać perspektyw na jej zmianę. Dwa razy robiłem już kilkudniowe próby znalezienia czegoś w informatyce, umieszczałem moje CV w internetowych serwisach dedykowanych poszukiwaniu pracy w IT, odpowiadałem na oferty zamieszczane na stronach Job Centre Plus (to takie angielskie biuro pracy). Niestety, wydaje mi się, że to bariera nie do przejścia. Mam wrażenie, że Anglicy albo rezerwują porządne prace dla samych siebie, albo wymagania językowe i formalne są w stosunku do cudzoziemców strasznie wygórowane. W Hiszpanii było mi pod tym względem dużo łatwiej.

Jeżeli chodzi o język, to po kilkunastu miesiącach pobytu w Anglii mój angielski nie doszlifował się jeszcze w stu procentach. Powiedziałbym, że może dopiero w siedemdziesięciu, wystarczająco dobrze żeby się porozumiewać, jednak zbyt mało żeby móc powiedzieć, że znam go bardzo dobrze. W porównaniu z hiszpańskim jest mi go trudniej opanować. Dziwne, zawsze uważałem, że język angielski jest prosty. Może to przez tą utartą opinię, którą wszyscy powtarzają, jednak jest ona nie do końca prawdziwa. To chyba tylko propaganda. Angielska wymowa jest dla nas Polaków trudna, hiszpański jest w tym kontekście łatwiejszy. Poza tym jest tutaj mnóstwo lokalnych akcentów, każdy mówi inaczej i czasem trudno cokolwiek zrozumieć. Pocieszam się, że bez problemów czytam już książki po angielsku, słucham radia i oglądam telewizję. Niestety, angielski używany w radio i telewizji jest raczej niespotykany w codziennych sytuacjach. Język używany przez Anglików na co dzień jest często niezrozumiały, zjadają zgłoski, przekręcają słowa itp. A już najgorzej sprawa ma się ze Szkotami. Kilka dni temu kupowałem przez telefon ubezpieczenie na samochód i trafiłem na Szkota z Glasgow. Rozmowa trwała ponad pół godziny i wiele razy prosiłem go, żeby powtórzył nie rozumiejąc tego co powiedział, no tragedia. Ciężko było w tym co mówi rozróżnić angielskie słowa. Po odłożeniu telefonu byłem wyczerpany.

No a teraz o pozytywnych stronach mieszkania w UK. Wielka Brytania ma dobrze rozwiniętą opiekę społeczną. Jeżeli dochody w rodzinie są niskie, to można się starać o tzw. Working and Child Tax Credit. Może tego być nawet kilkaset funtów miesięcznie. Oprócz tego na każde dziecko przypada zasiłek rodzinny w wysokości kilkudziesięciu funtów miesięcznie. Jest też możliwość otrzymania od miasta mieszkania o niskim czynszu. Jeśli ktoś chce w Anglii studiować zaocznie, to przy niewysokich dochodach może dostać pełne dofinansowanie studiów. Prawda, że Królowa dba o swoich poddanych? To samo dotyczy rezydentów z innych krajów Unii Europejskiej, nie tylko Anglików.

W Anglii jest poza tym dużo łatwiej znaleźć pracę niż w Hiszpanii, to znaczy było tak jeszcze do niedawna. Ostatni kryzys gospodarczy dał się niestety mocno we znaki i od jesieni 2008 sporo było zwolnień, coraz mniej miejsc pracy i coraz więcej plajtujących firm. Do jesieni jednak wystarczyło mieć chęci, potrafić się jako tako porozumiewać i pracę się znajdowało. Wprawdzie była to praca fizyczna i najczęściej przez agencję pracy za niską stawkę, jednak problemu z jej znalezieniem nie było.

Dzieci zaaklimatyzowały się nam dobrze, szybko znalazły kolegów i nie żałują zmiany kraju. Dodatkowe zajęcia z angielskiego w szkole przyczyniły się do szybkiego nadrobienia braków językowych. Często teraz gdy piszę jakieś pisemko, daję je do sprawdzenia mojej dziesięcioletniej Oli. Czasem też zdarza się, że córka poprawia mnie: "tatusiu, źle wymawiasz to słowo" :-)

Kolejna zaleta jest taka, że mamy stąd bliżej do Polski, samochodem jedziemy tam około piętnastu godzin. Byliśmy w tym czasie w Polsce już dwa razy, przepływając promem kanał z Dover do Dunkierki a dalej jadąc przez Francję, Belgię, Holandię i Niemcy. Samochód prowadzimy zawsze na zmianę, więc jest całkiem znośnie. Poza tym jeździmy autostradami, więc nie jest to takie męczące.

Czas wolny spędzamy zazwyczaj w domu, we własnym gronie, rodzinnie. Jeżeli jednak pogoda dopisuje, to bardzo lubimy robić jednodniowe wycieczki samochodem po Wielkiej Brytanii. Byliśmy już parę razy w Londynie, spacerując kilka godzin wzdłuż wybrzeża Tamizy, odwiedzając British Museum, New Tate Gallery, pływając statkami po Tamizie itd.

Wpadliśmy też do Manchester, gdzie pozwiedzaliśmy centrum i kilka godzin spędziliśmy w wielkim muzeum techniki. Muzeum jest naprawdę duże i są tam między innymi ekspozycje: działającej fabryki dziewiarskiej, kolejnictwa, motoryzacji i lotnictwa. Myślę, że naprawdę warto tam wstąpić będąc w Manchester.

Byliśmy w Bristol, gdzie trafiliśmy akurat na uliczną wystawę motoryzacji. Mnóstwo było tam przeróżnych samochodów z różnych etapów rozwoju motoryzacji, wszystkie sprawne. Najbardziej podobały nam się Lamborghini, Ferrari i Porshe, kolorowe i ładne jak duże zabawki. Podeptaliśmy też trochę po mieście a później pojechaliśmy do położonego nieopodal miasteczka Baths. Miasteczko to jest o tyle szczególne, że wszystkie budynki w centrum obłożone są piaskowcem, co bardzo ciekawie wygląda i nadaje specyficznego klimatu. Położone jest ono na zboczu sporego wzniesienia i przepływa przez nie rzeka Avon.

Podczas naszej ostatniej wycieczki odwiedziliśmy Cambridge. Obeszliśmy centrum wzdłuż i wszerz, pochodziliśmy szlakiem słynnych uczelni, pospacerowaliśmy wzdłuż rzeki Cam i poupajaliśmy się klimatem uczelnianego miasta. Miasto słynie też z przejażdżek łódką po rzece. Łódkę napędza się nie za pomocą klasycznych wioseł, tylko długiej, kilkumetrowej tyczki, którą odpycha się od dna. Tyczkarz (wioślarz czy jak go zwał) stoi na rufie i czasem zdarza się, że tracąc równowagę wpada do wody.

Poza Wielką Brytanią odwiedziliśmy też Dublin w Irlandii. Polecieliśmy tam samolotem z Birmingham. Na miejscu zwiedzaliśmy miasto jeżdżąc piętrowym autobusem bez dachu, z którego można wysiadać i wsiadać dowolną ilość razy. Każdy pasażer dostaje przy wejściu słuchawki przez które może słuchać przewodnika. Do wyboru jest kilka wersji językowych, niestety polskiej nie ma. Autobus jeździ szlakiem najciekawszych miejsc w mieście i zrobiliśmy nim w sumie dwie pętelki aby zobaczyć jak najwięcej.

Samo Birmingham było też nieraz celem naszych turystycznych wypadów. Mówi się, że miasto nie należy do najładniejszych, jednak jest tu parę ciekawych miejsc. Osobiście najbardziej urzekają mnie słynne kanały. Nie, nie kanały ściekowe haha, w siedemnastym wieku zbudowano w Birmingham sieć kanałów rzecznych, które służyły do transportu przemysłowego i handlowego. Dzisiaj wykorzystywane są raczej jedynie do ruchu prywatnego, wąskich barek mieszkalnych o szerokości niecałych dwóch metrów i długości dochodzącej do dwudziestu metrów. Ponieważ kanały rozpościerają się na różnych poziomach, zbudowano mnóstwo ręcznych śluz, obsługiwanych przez samych sterujących łodziami. Niektórzy mieszkają na tych łodziach przez cały rok. W niektórych miejscach spotyka się domy, które po jednej stronie mają ulicę z zaparkowanymi samochodami a po drugiej stronie kanał z zaparkowaną barką. Super rozwiązanie, chciałbym tak!

Podobno łączna długość kanałów Birmingham przekracza długość kanałów w Wenecji. Uwielbiam rowerowe wycieczki wzdłuż kanałów Birmingham, można tak przejechać miasto wzdłuż i wszerz nie korzystając z zatłoczonych ulic. Poza tym kanały położone są zazwyczaj poniżej linii miasta dlatego jest tam cicho i spokojnie. Widoki też są cudowne, dużo roślinności, czasem aż trudno uwierzyć, że parę metrów powyżej znajduje się zatłoczona aglomeracja, druga co do wielkości po Londynie.

Jest też w Birmingham parę ładnych parków oraz największy z nich Sutton Park położony w dzielnicy Sutton Coldfield, który rozpościera się na terenie ponad 900 hektarów. Co do samego miasta, to najciekawsze moim zdaniem są ulice Broad Street i New Street, którymi warto pochodzić odwiedzając Birmingham.

Szkoda, że pogoda nie pozwala nam na częstsze wypady, w najbliższych planach mamy jeszcze zobaczyć Liverpool, Blackpool, Stonehenge, Oxford oraz zrobić parę wypadów do Walii i Szkocji.

Czytaj dalej...

Ilość czytań: 2877

Strona wygenerowana w 0.55 sekundy. © Camilo Zeta