Vim powered
mozilla.org
Valid HTML 4.01!
Valid CSS!


Anglia

Decyzja o wybraniu Anglii, jako kolejnego kraju zamieszkania zapadła na podstawie analizy kilku czynników. Pierwszym z nich była chęć porządnego nauczenia się języka angielskiego, który nie oszukujmy się, jest obecnie najważniejszym językiem na świecie. Ktoś mógłby zapytać "ale dlaczego akurat zimna i pochmurna Anglia?". No cóż, był pomysł na Australię i Stany Zjednoczone, jednak jak na razie nam Polakom nie jest się tam tak łatwo dostać. Padło więc na Anglię.

Kolejne pytanie - gdzie dokładnie, która część Anglii. Większość ludzi decyduje się na Londyn i okolice. Ze względu jednak na zbyt wysokie koszty życia, zdecydowaliśmy, że wybierzemy inne miejsce. Które miasto Anglii jest drugie co do wielkości? Birmingham! Dobrze mi się też kojarzyło - Led Zeppelin, Black Sabbath, Electric Light Orchestra, UB40... No dobra, niech będzie Birmingham :-)

Po przeanalizowaniu wielu czynników utwierdziłem się w tym, że to nie najgorszy wybór. Podczas gdy w Londynie wynajęcie trzy pokojowego domu kosztuje około tysiąc funtów, w Birmingham jest duży wybór takich domów w cenie już od mniej więcej połowy tej kwoty. Jest też dobrze rozwinięty przemysł a co z tym związane, bardzo dużo pracy do wzięcia. Było też parę minusów, ale nie przeważyły one szali, zatem wybraliśmy to miasto, położone około dwustu kilometrów na północny-zachód od Londynu.

Pierwszy wyjazd postanowiłem wykonać ja sam, bez rodziny. Kupiłem bilety na samolot i na początku maja 2007 wyjechałem na czterotygodniowy rekonesans. Za pomocą Internetu znalazłem pokój do wynajęcia za 200 funtów na cztery tygodnie, wyszukałem też wszystkie potrzebne mi informacje. Z pomocą Internetu codziennie kontaktowałem się z żoną, przekazując jej na bieżąco wszystkie zebrane tu dane. Po dwóch tygodniach i wielu przegadanych godzinach, zdecydowaliśmy, że jednak przyjedziemy tu wszyscy.

W trakcie mojego pierwszego pobytu codziennie chodziłem do szkoły językowej, żeby doszlifować mój angielski. Załatwiałem też wszelkie formalności, szukając na przykład domu do wynajęcia. Udało mi się go wreszcie znaleźć i podpisać umowę, co nie było jak się okazało takie łatwe. Agencje zajmujące się wynajmem domów są bardzo ostrożne i wymagają udokumentowania tego, że się w Anglii pracuje. Można też ten wymóg ominąć, płacąc czynsz za pół roku z góry, jest to jednak trochę zbyt kosztowne. Nawet jak na kogoś, kto przyjechał z Hiszpanii a nie z Polski. Kupiłem też samochód, żeby łatwiej było się zabrać z londyńskiego lotniska wraz z rodziną i przywiezionym ze sobą dobytkiem. Przydał się też do przemieszczania po Birmingham.

Później wróciłem do Las Palmas, gdzie zostało nam już tylko trzy tygodnie czasu, na pozbycie się całej góry rzeczy, które nagromadziliśmy przez niecałe trzy lata. Do zabrania ze sobą wybraliśmy tylko najcenniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy, limitowani dwudziestoma kilogramami bagażu na osobę, jakie można było ze sobą zabrać do samolotu. Większość posiadających jakąś wartość rzeczy, w tym auto, udało mi się sprzedać za pomocą internetowego serwisu ogłoszeń oraz eBaya. Resztę rozdaliśmy znajomym, a to co nie przedstawiało wartości, poszło do kosza. Ale fajnie było znowu poczuć się wolnym od zbędnych rzeczy :-)

Na nocny samolot zawiozła nas Ewa, nasza przyjaciółka z Las Palmas. Po przespanych czterech godzinach lotu obudziłem się w trakcie lądowania na lotnisku Gatwick. Anglia przywitała nas deszczowo, pomimo że był to koniec czerwca. Zapakowaliśmy się do pozostawionego przeze mnie wcześniej na parkingu samochodu i ruszyliśmy w stronę Birmingham. Po niecałych trzech godzinach byliśmy na miejscu. Cała rodzinka wzięła się za oglądanie nowego domu, potem rozpakowaliśmy samochód i poszliśmy spać, żeby nadrobić spowodowane nocną podróżą zaległości w spaniu.

Przez pierwsze dwa miesiące poznawaliśmy miasto i przyzwyczajaliśmy się do wszystkiego. Kiedy pogoda nam pozwalała, jeździliśmy na rowerach. Znowu kupowaliśmy wszystko co potrzebne do codziennego życia i urządzaliśmy się od nowa.

Potem zaczął się rok szkolny, dzieci poszły do szkoły a nam udało się znaleźć pracę. Ja pracuję jako kierowca, Ula jako pakowacz zegarków. Jak na początek nie jest najgorzej. Niestety, na dobrą pracę trzeba sobie w Anglii... zapracować. Wszędzie wymagają angielskiego doświadczenia i dobrej znajomości języka.

To na razie tyle, od naszego przyjazdu minęło już ponad cztery miesiące i jak na razie nie jest źle. Wciąż uczymy się języka, aby móc zmienić pracę na coś bardziej ambitnego i lepiej płatnego. Za jakiś czas dopiszę dalszy ciąg. Jedno jest pewne, święta spędzimy w tym roku w Polsce, pierwszy raz od trzech lat :-)

Czytaj dalej...

Ilość czytań: 3853

Strona wygenerowana w 0.70 sekundy. © Camilo Zeta